antea blog

Twój nowy blog

„Tradycją” większości osób w tych pierwszych dniach styczniowych staje się podsumowanie tego co minęło.

Podsumuję i ja – mam nadzieję, że ten 2009 nie będzię tak koszmarny jak miniony 2008, choć kilka przecudownych chwil napewno zapadnie mi na długo długo w pamięci.

A więc skrzętnie i skrupulatnie:

Ilość przejechanych kilometrów – 26060

Jedna wyprowadzka z Wrocławia (:/) i jedna wprowadzka do Lublina.

Jeden wykańczający lubelski remont.

1,5 miesiąca na zwolnieniu i 10 wizyt lekarskich.

1 wizyta w karetce 

Naście zastzyków

24 zdane egzaminy

12 lekcji basu

4 zloty

51 koncertów w tym:

  • SDM  - 7
  • WGB – 3
  • SCOB – 9
  • MzR – 4
  • Kasprzycki – 2
  • Szanty – 10
  • Lia Fail – 9
  • Inne – 7

4 wizyty w teatrze i 11 w kinie

6 jamm session

5 występów scenicznych w trybie paszczowym

2 nieudane związki

Nieustanny brak łóżka :)

20 kg mniej :)

6cioro opiekowanych dzieci :)

1 bieszczadzki „awans”

Chwała podręcznym kalendarzykom!!!!

 

A plany na nowy?

Hmmm przeważnie większość noworocznych założeń nie dociera nawet do lutego ale postarać się warto chyba.

Kupić łóżko, rozwiązać konflikt z wrocławską uczelnią, znaleźć dobrą pracę, nadal opiekować sie dzieciakami, napisać i obronić kulowską magisterkę, dostać się na doktorat, posłuchać dobrej muzyki na licznych mam nadzieję koncertach, wrócić do intensywnej nauki na basie,  być szczęśliwą, nie być żałosną i być szczęśliwą :)

I zdobyć się wreszcie na rozwiązanie trudnego „związku” który w sumie nawet nie jest związkiem tylko sama nie wiem czym. Jestem niekonsekwentna i głupia.

„nie wiem czy kiedyś wystarczy mi odwagi (..) całe to zasranie piękne życie”

 

A Wam czytającym te słowa – spełnienia tego co chcecie spełnić. 

 

No to do roboty – postanowienia do spełnienia!

 

 

eeeeech….

2 komentarzy

jestem kilka dni we Wrocławiu… i wcale nie chce stąd wyjechać…
co robić?

Zawsze, kiedy potrzebuję użyć głosu w innym celu niż tylko rozmowa coś się zaczyna dziać.
4 przypadki w ciągu 2 tygodni – całe szczęście jakoś przebrnięte.
 
Najpierw Warszawa – „Szpilka zaśpiewasz?” – no to chciałam – zatkało.
Pare dni później przesłuchania do chóru – zupełny brak głosu  i niespotykane piski – przeszłam
Tydzień później pierwsza próba – pod koniec struny ześwirowały :)
No i sobota. Przegląd piosenki studenckiej i turystycznej – w perspektywie wyjście jako konkursowicz a ja wstaje rano bez głosu.
Może to stres zaczyna mnie zżerać w ten sposób?
Choć bardziej obawiam się nawrotu choroby sprzed wakacji, kiedy to przez 4 miesiące rujnowałam sobie wątrobe antybiotykami i niby przeszło ale pewne objawy znowu zaczynają sie pojawiać…
Aż strach iść do lekarza.

A poza tym?
Zaczęłam się przyzwyczajać do braku tapet w części pomieszczen mieszkaniowych. Taki artystyczny nieład na ścianach może dobrze wpływać :) No napewno o niebo lepiej niż obrzydliwa 30stoletnia brązowa tapeta którą z niewypowiedzianą przyjemnością zdzierałam śpiewając pod nosem że „jeśli zechcemy..”
 
Za oknem piękna póki co jesień. Lubię wracać sobie z pracy na piechotkę upajając się żółtymi jeszcze gnieniegdzie drzewami. Z okna sypialni widzę takich pare – z dnia na dzień coraz bardziej ubogie i lada chwila odłonią mi widok na „nie dla idiotów” i inne biedronki :/
 
A Wrocław pewnie piękny o tej porze roku…
 
Co do przeglądu to zajeliśmy II miejsce i otrzymaliśmy zaproszenie do udziału w ogólnopolskiej serii koncertów „W górach jest wszystko co kocham…”
Śmiesznie. :) Bo tak naprawdę to ten projekt nigdy mnie aż tak bardzo nie poruszał a tu proszę. I fajnych ludzi poznałam w garderobie dla wykonów :)
 
I mimo, iż pierwotnie nie miało mnie być na scenie dziękuję moim panom z zespołu za hmm wszystko :) :*
 
Nie wyobrażam sobie życia bez muzyki…

 

„Więc nie mów, nie pytaj
nie słuchaj mych słów, nie szukaj wyjaśnień
nie próbuj być miła
daj spokój – bo to nie ma znaczenia
bo nie zmienisz już nic..”
 
 
Nie?
 
Ok!
 
 

To co teraz się dzieje zostawie nielicznych bo nie ma sie czym chwalić i raczej tylko opieprz za opieprzem bym zbierała od osób, które choć trochę obchodzi mój los.
 
Ale – zostałam super nianią :) Mam super dzieciaki, kota i chomika i bardzo dobrze mi się z nimi przebywa.
 
A w życiu – jak sięgnę dna to się odbiję zapewne. Do dna niedaleko ale nie staram się wyjść wyżej.
Jesienne zadumy czasami źle wpływają :)
 
I wymyśliłam sobie dzisiaj wreszcie jak chce, żeby wyglądał moj przedpokój. Tak więc zaraz po pracy energicznie zdarłam całą starą tapetę a jutro mam w planie rozwalić szafę i parę innych rzeczy.
 
Remont na agresory wszelakie bywa bardzo dobry.
 
Gorzej tylko, że nie mam narazie kasy na zrobienie czegokolwiek z tym co porozwalałam ale i taka szkoła cierpliwości i czekania jest dobra.

A może chcecie mi kupić tapety albo jakieś meble? Ewentualnie łóżko - bo na brak takowego nadal narzekam :)
 
Zaczęłam rozmawiać z kwiatkami – to normalne?

Już wiem wszystko. W sumie norma. Czegóż innego się spodziewać po życiu?
Nie opuszczę Fasolko naszego duetu podsumowującego etapy i postępy roku podczas telekamer.
A teraz uśmiech na ryj i dobra herbata.

Przeglądając dzisiaj blogi bliskich mi ryjów dostrzegłam u Dża małą aluzję umieszczoną wyżej.
Częściej?
Może…
Dla tych którzy nie wiedzą co się dzieje w moim dziwnym szpilkowym życiu parę słów nadrabiających:
10 lipca zakończyłam kolejny etap życiowy pakując 10 tysięcy ton rzeczy, oddając klucze do Gajowickiej i wyprowadzając się z ukochanego przeze mnie na zawsze i na wieki Wrocławia.
Ciężka decyzja, wiele łez i jeszcze więcej smutków.
Wrocławskie studia zakończyłam – została mi jeno obrona ale znając moją panią promotor należącą do promotorów udowadniających studentom, że są dnem i ich decyzje i działania są najlepsze i najmądrzejsze pewnie obronie się w grudniu lub dopiero w 2009.
Ale się obronie choćbym miała stanąć na czymś na czym nie potrafie :D
Brakuje mi widoku z mojego balkonu, klimatu mieszkania, klimatu miasta a najbardziej pewnej osobniczki i naszych wspólnych nocy aż do rana, spontanicznych chodzeń rynkowo-koncertowych i innych uczestnictw w życiu kulturalnym…
cholernie brakuje..
( chwila na otarcie łez)
Wróciłam na lubelskiego Pana Balcera – walczę tutaj z remontem w samotnym mym niewielkiem M. Remont z racji samotnego go wykonywania potrwa zapewne jeszcze pare miesięcy ale co tam. Własnymi rękyma wykonywany. Niedługo stanę się mistrzem renowacji fug, zdzierania/kładzenia tapet, wymiany kontaktów, przenoszenia mebli i tysięcy innych rzeczy :)
I mam skrzynke na narzędzia, która ostatnio zaimponowała pewnemu panu:)
I co dalej? Ostatni rok KULowania, pracopraktyki w koszmarnej szkole i koszmarnej poradni i silne postanowienie zrobienia doktoratu.
Ach wrócić tak do wakacji. Do tych miejsc pełnych życzliwych i ciepłych ludzi. Do ekipy podwarszawsko-niemieckiej i bieszczadzkiej, z którymi czułam się jak w niebie.
„Wszystko ma na tym świecie koniec” – nie wiem czemu ale te słowa wciąż i wciąż i wciąż sie uaktualniają i przestać nie chcą.
Przyjmując wszystko z pokorą i uśmiechem obiecuję pisać ciut częściej.
A teraz wracam do zdzierania tapety w „salonie” i rozmyślania nad pewną „słabością” ujawnioną zupełnie niespodziewanie w moim kierunku. Z którą nie wiem co zrobić.
„Nie wiem nie powiem, nie chce skłamać…”

Czyli – nie dostrzegaj cudów tam gdzie ich nie ma…

Zaczynam się tego poważnie trzymać, tak jak i „nie działaj – reaguj jedynie”
To chyba jedyne wyjście, żeby się ciągle nie zapadać.

Dawno nie spisywane myśli i wydarzenia spiętrzyły się przerastając mnie w pewnych momentach.

Od ostatniej notki mazurskiej, która zawierała jakąś konkretną chociaż treść ( tej ostatniej nawet nie licze) wiele sie zmieniło.
Pominę narzekania o dojazdach na studia, nawałnicy egzaminów i prac, problemach z promotorami bo to ani ciekawe ani zajmujące.
Ważne jest ze skończyłam juz wrocławskie studiowanie i czeka mnie jedynie obrona i że porzucam Wrocław.
Najcięższa decyzja ostatnich miesięcy ale ja też nie o tym.

W ramach Dnia Dziękczynienia, który odbywał się wczoraj chciałabym podziekować wszystkim tym od których otrzymałam dużo ciepła ostatnimi czasami. Wymieniać nie będe – sami najlepiej wiedzą o kogo chodzi.
I w ogóle dziękuję wszystkim tym którzy raz na jakiś czas rzucą tu swym okiem w celu sprawdzenia czy aby nie napisała jakiegoś słówka :)

Minione pół roku oprócz rzeczy o których nie chciałam wyżej narzekać pełne było przeróznych wyjazdów, koncertów, spotkań, nowych osób obok i innych przyjemnych rzeczy. Jak to dobrze, że w ramach odskoczni od codzienności jeszcze cokolwiek mi się chce.
Co ja mówie – gdyby nie to dawno bym już zwariowała i koleżanki z roku miałyby idealny okaz do diagnozowania psychiatrii i innych klinicznych.

A! I przekształcam powoli pasję i miłość do basu w praktykę :) Mam sprzęt, mam nauczyciela i niedługo będę sławna! (słoń:P)

I będę tu częściej zaglądać. Nie mogę pozwolić by ostatnie określenie mnie „nudną” okazało się prawdą.

i jeszcze raz –> DZIĘKUJĘ!

to tak zeby cos bylo..
bedzie wiecej – za czas jakis…

Mała mieścinka zwana Zełwągi pod Mikołajkami i przesympatyczna grupka ludzi
Babskie gadanie, rozmowy o wszystkim, kalambury i kulig z ogniskiem
Sztuczne ognie i zabawa sylwestrowa na 80 osób
Bobry, zamarznięte jezioro Inulec i zabawa w słówka
Fajnie jest!
I jedyny dzik, którego się obawiałam mieszka z rodzinką w okolicznych mazurskich lasach.
I pierwszy raz od 3 lat nie jestem sama w tym okresie roku.
I dobrze ze zostałam namówiona.
I choć wszystko się jeszcze może tu wydarzyć to nie mam cienia żalu ze się tu znalazłam
Czas wreszcie zacząć robić coś innego niż do tej pory :)

I życzę wszystkim w tym Nowym Roku który nadejdzie już za minut parę wszystkiego co najlepsze.
I żeby każda chwila tego 2008mego pełna była uśmiechu, szczęścia i satysfakcji!
Będzie lepiej!
Tag!

…gdy czegoś pragniesz – siebie poproś…”

Chodzi za mną ostatnio te słowa bardzo bardzo. Zaczęłam nawet się do nich stosować i wszystko staje mi na głowie ostatnio.

Różne dziwne i spontaniczne decyzje chwili pociągają za sobą całą kupę dziwnie się dziejących rzeczy.

I nie mogę się połapać w chwili i w ogóle.

Nie lubię ranić ludzi. Nie lubię. To mnie zawsze raniono a odwrotne sytuacje wcale a wcale mi nie odpowiadają…

A wszędzie naokoło czuć święta. W telewizji, radiu, sklepach, ulotkach w skrzynce pocztowej, autobusach, smsach i innych cholerstawch. Brakuje tylko tego żebym otworzyła lodówkę i zastała tabun mikołajów, reniferów i innych komercyjnych obrzydlistw śpiewających mi „white christmas” or somting.

Irytuje mnie to z dnia na dzień coraz bardziej. I chyba z roku na rok coraz bardziej. Od lat nie czuję Świąt i najchętniej uciekłabym na ten czas gdzieś daleko daleko.

Ale lubie sobie czasami popatrzeć na rozświetlone ulice moich ulubionych miast :) szczególnie kiedy nie widziałam ich tym okresie nigdy.

Nie lubię też sylwestrów. 3 poprzednie lata spędziłam sama w domu. I było mi z tym naprawde dobrze. No dobra może nie do końca tak naprawde bo kończyło się upojeniem, łzami i noworocznym kacem ale i tak było mi dobrze!!!!! Nie musiałam sie z nikim widzieć, rozmawiać, składać życzeń czego szczerze nie znosze, udawać że się świetnie bawie i wszystkich innych rzeczy nie musiałam robić. Mogłam sobie siedzieć w rozciągniętym domowym dresie, bez makijażu, umytych włosów i świeżego oddechu o!

W tym roku będę wśród ludzi gdzieś daleko. Boję się że dorwie mnie tam jakiś moj klimat i albo się zamknę w sobie i wyjdę na totalnego dzika albo będę męczyć się ciągłym udawaniem że wszystko jest ok.

Nie zakładam tego – o nie! Może rzeczywiście będę bawić się nadzwyczaj dobrze i stwierdzę że poprzednie 3 sylwestry po prostu zmarnowałam? Oby!

Już pisałam że to wszystko jest dziwne?

Tak?

To kończę :)

Nie ze sobą… notkę tylko :)


  • RSS